piątek, 1 stycznia 2016

MichaŚek: Szczypior

Tata lekko uchylił drzwi i wsunął głowę do pokoju.
- Nie śpisz doktorku?
- Już nie! - usiadłem na łóżku i przeciągnąłem się kocio.
- To się ubieraj! - papa przygryzł dolną wargę i wybałuszył oczy - Mama się zgodziła!
- Czyli, że co? - nie skojarzyłem w pierwszym momencie na co mogła się zgodzić najważniejsza kobieta w moim życiu (może kiedyś się z nią ożenię - oczywiście jeśli papa nie będzie miał nic przeciwko temu), ale po chwili przypomniałem sobie męską rozmowę z mamą jaką przeprowadziliśmy podczas wczorajszego obiadu. Skończyło się ucieczką, a raczej taktycznym wycofaniem na z góry upatrzone pozycje, oraz lecącym za nami talerzem z deserem (była galaretka owocowa), ale okazało się, że wieczorne działania dyplomatyczne taty przyniosły pożądany efekt - Naprawdę!? - wskoczyłem w stojące przy łóżku papucie i poszurałem do wejścia. Za tatą stała mama i uśmiechała się szeroko.
- Naprawdę! - powiedziała nie przestając się uśmiechać.
Rzuciłem się jej na szyję i ścisnąłem najmocniej jak potrafiłem!
- Udusisz mnie bandyto!
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

* * *

Papa popatrzył na mnie lekko wystraszonym wzrokiem. Entuzjazm, którym tryskał jeszcze przed minutą gdzieś znikł, jego miejsce zaś zajęła rosnąca z każdą chwilą panika. Ja też nie czułem się pewnie.
- To co jej powiemy? - przykro było patrzeć na strach bijący od tego wielkiego i silnego mężczyzny.
- Kosmici raczej odpadają... - rzuciłem bezmyślnie.
- Odpada! - Papa pokręcił głową i zaczął podszczypywać brodę - Nie na tej szerokości geograficznej. W Stanach jak najbardziej, u nas co najwyżej zielone ludziki. A to wbrew pozorom nie to samo.
- Zaczarowany książe też raczej odpada?
- No raczej!
- To już nie wiem! Ja mały jestem, jeszcze nie nauczyłem się kłamać! Ty coś wymyśl, masz doświadczenie i... - nie skończyłem myśli, bo drzwi wejściowe nagle się otworzyły, a za progiem pojawiła się sylwetka osoby, której baliśmy się teraz bardziej od terrorystów islamskich, ufoków czy nawet dozorcy Gędka.
Jak jeden mąż wrzasnęliśmy ze strachu. Mama popatrzyła na całą naszą trójkę i również wrzasnęła. Szczypior zawył przeciągle i szarpnął smycz.

* * *

- Ja już nie wiem - mama miotała się po całym pokoju ciskając wzrokiem w naszą stronę niewidzialne pioruny - czy ja niewyraźnie mówię? Czy wysławiam się niezrozumiale? Przekaz chyba był jasny! Mała psinka - zrobiła ruch jakby chciała klasnąć, zatrzymała jednak dłonie w odległości jakichś 15-20 centymetrów od siebie - a nie wielkie bydle - prawa ręka przecięła powietrze w okolicach pasa - góra 10 kilogramów, a nie pół tony!
- Dokładnie 48 i pół kilograma kochanie... - tata uśmiechnął się kwaśno, lecz pod naporem wzroku mamy skrzywił się boleśnie i opuścił głowę.
- Przecież my nie mamy miejsca na takiego potwora!
- I tu się z tobą nie zgodzę - tym razem ja postanowiłem wnieść swoją cegiełkę do dyskusji - miejsca mamy wystarczająco dużo. Poza tym Szczypior zamieszka w moim pokoju, więc jeden problem odpada...
- Ale ten smok pewnie je tyle, ile waży! - mama nie dawała za wygraną.
Papa nieśmiało podniósł dwa palce prosząc o głos.
- Jak wiesz kochanie, wuj Stefan ma karczmę pod miastem. Już z nim rozmawiałem w tej sprawie. Może nam odpalać resztki jedzenia po gościach. Jego psy i tak wszystkiego nie są w stanie zjeść. Zresztą przyda im się mała dieta, bo bardziej przypominają świnie niż psy stróżujące.
Wyobraziłem sobie szczekającą świnię na łańcuchu i zachichotałem cicho.
- Czy ja powiedziałam coś śmiesznego?
- No nie...
- To może okażesz mi nieco szacunku młody człowieku i zachowasz jeszcze przez chwilę powagę! I wyjaśnijcie mi czemu akurat Szczypior!
- Bo z tą grzywką wygląda jakby piorun w szczypiorek... - tata ożywił się nieco.
- Tylko bez czasowników Pankracy!
- ... no przecież strzelił! Strzelił chciałem powiedzieć! - strach znowu wypełnił oczy papy - Nawet chcieliśmy mu tę grzywkę ulizać...
- Tylko mi nie mów, że pozwoliłeś Michaśkowi lizać psa!
- A gdzie tam! Sam lizałem!
- A fuj! - tym razem ja okazałem swoją dezaprobatę, tym bardziej, że pies przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. Blisko 50-kilogramowe ciało pokrywała mocno skołtuniona sierść, a z kilku wydrapanych miejsc kłuły w oczy czarne strupy.
- Poza tym, co to za rasa jest? - mama drążyła temat.
- To taka mieszanka wielowarzywna. Ponoć jak się przymknie oczy, to i jamnika się wypatrzy! - tata powtórzył żart opowiedziany w schronisku przez opiekuna, myśląc że udobrucha nim żonę. Ta pozostała jednak niewzruszona.
- To bydle to ma raczej żołądek wielkości jamnika! - mama zmarszczyła czoło i ściągnęła brwi. Razem z tatą parsknęliśmy śmiechem. Mama też nie zachowała zbyt długo marsowej miny i uśmiechnęła się szeroko.
Tymczasem Szczypior, leżący do tej pory beznamiętnie obok wersalki wstał, obwąchał skórzaną tapicerkę mebla, podniósł tylną łapę i...
- Zaaaa-biii-jęęęę! - pies popatrzył na pochyloną nad nim kobietę, skulił się i wycofał w kierunku przedpokoju - a Wy panowie, szmaty do rąk i sprzątać mi to!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz